Catherine Bowman – Prowizorka

Z dwóch kawałków sznurka i przesączonych naftą piórek zrobił ojca.
Ona zrobiła matkę ze zbędnych guzików i morskich śmieci.

Że nie mieli grobu, zabutelkowali się
w ulubionej nalewce, w cyborium i w przekrwieniu chmur—

w asyście pręgowanego i jawnego serca rozniecili gwiazdy,
stworzyli glosariusz nasion.

W dół po drabinie ognia, szczebel po gorejącym szczeblu,
zbierają, ratują, kombinują, przeklinają i szperają, pękają ze śmiechu,

jak jeden mąż gromadzą doraźne, święte miasto. W świętym mieście,
doraźnie, gromadzą się jak jeden mąż, pękają

ze śmiechu i szperają, przeklinają kombinacje, zbierają się na ratunek
szczebel po gorejącym szczeblu, tłumiąc swój ogień na dole drabiny.

Glosariusz pełen nasion stwarza gwiazdy, ujawnia cięte diamentem serce.

Sprzedali chmury, przekrwienie i cyborium nalewki. Ulubili się
nabici w butelkę grobowych braków, morskich śmieci i zbędnych guzików,

tam gdzie Matka zrobiła ojca, który zrobił pióra
z przesączonej nafty i kawałków sznurka dla dwojga.

Przekład Janusz Solarz

*
Catherine Bowman urodziła się w El Paso w Teksasie. Otrzymała tytuł magistra creative writing na Columbia University w Nowym Jorku w 1988 roku, gdzie jej opiekunem i promotorem pracy dyplomowej był Josip Brodsky. Jest autorką sześciu książek poetyckich i kieruje programem kreatywnego pisania na Indiana University w Bloomington. Tłumacz zamieszczonego tutaj wiersza pracuje na tej samej uczelni i miał okazję rozmawiać z autorką o jej poezji. Jeden z krytyków tak określił jej utwory: “Te rozhuśtane, dźwięczne wiersze, często przewrotne i medytacyjne, należą do najbardziej interesujących formalnie tekstów we współczesnej poezji amerykańskiej.” Bowman mieszka na wiejskiej farmie i hoduje konie. Nie wiem czy czyta im wiersze. Jej najlepiej przyjętym zbiorkiem jest The Plath Cabinet, spójna grupa wierszy oparta na znaleziskach w archiwum Sylvii Plath, które przechowywane jest w bibliotece Indiana University. Są wśród nich wiersze takie jak “Paszport Sylvii,” “Kolekcja lalek” czy “Łóżko Sylvii” (składający się z wszystkich fragmentów wierszy Sylvii Plath, w których jest wzmianka o łóżkach).

Jessica Traynor – Ludzka natura

„Około grudnia 1910 roku odmieniła się ludzka natura.”
– Virginia Woolf

Być może śnieg padał na wszystkich żyjących i umarłych,
lecz ty byś raczej powiedziała,
że Londyn wirował w pelerynie deszczu,
igrał w odbitych światłach,
omnibusy kołysały się jak słonie.

Ale co odmieniło ciebie tamtego ranka?
Obudziłaś się znów jako kobieta czy mężczyzna,
znalazłaś sposób na wyrażenie wszystkiego,
co widziałaś w piktogramach zapisków,
tych kamieni, którymi wypchałaś kieszenie?

Może przeoczyłaś coś w mieście,
które ospale wynurzało się z mgły,
w porannej aurze wioski.
Musiałaś zauważyć jakąś subtelną różnice
w migotaniu wody, w nurcie zgubnej rzeki.

Przekład Wioletta Greg

*
Jessica Traynor – irlandzka pisarka, dramaturżka, nauczycielka kreatywnego pisania. W roku 2014 jej debiutancki tom wierszy „Liffey Swim” (Dedalus Press) był nominowany do Strong/Shine Award. Od 2013 pracuje jako kierowniczka literacka Teatru Abbey w Dublinie oraz uczy kreatywnego pisania. Jej utwory były przekładane na irlandzki, polski i włoski. Mieszka w Dublinie. Strona autorki: https://jessicatraynor.wordpress.com/.

28 marca 1941, w wieku 59 lat, Virginia Woolf napełniła kieszenie kamieniami i rzuciła się do rzeki Ouse, nieopodal jej domu w Rodmell. Pozostawiła dwa listy pożegnalne: jeden dla swojej siostry Vanessy, a drugi dla swojego męża:
„Jestem pewna, że znów szaleję. Czuję, że nie damy rady przejść przez te kolejne trudne chwile. I że tym razem nie wyzdrowieję. Zaczynam słyszeć głosy i nie mogę się skoncentrować. Więc robię to, co uważam za najlepsze. Dałeś mi radość największą z możliwych… Nie mogę dalej z tym walczyć, wiem, że niszczę Twoje życie i że beze mnie mógłbyś pracować.”

Ketty Margarita Blanco Zaldivar – Madonny

Kobiety uczynione ze zmarszczek
i wołów. Bez innego zegara
co jest pianiem koguta, bez innej
nadziei, co jest deszczem
nieprzydatnym.
Kawa, dym i ziemia
karmiły ich dni,
niezaspokojony pot
przepełnia ich noce.
Wszystkiego w zwyczajnym
nadmiarze.

Przekład Mieszko A. Kardyni, Paweł Rogoziński.

*
Ketty Margarita Blanco Zaldivar (1984) – poetka i prozaiczka kubańska. Kilkakrotnie nagradzana za swoją twórczość. Jej prace były publikowane w różnych antologiach i czasopismach.

Mieszko A. Kardyni (1961), Paweł Rogoziński (1972), znawcy literatur latynoamerykańskich, tłumacze poezji i prozy latynoamerykańskiej oraz prekolumbijskiej. W swoich pracach badawczych i twórczych koncentrują się przede wszystkim na historii literatur latynoamerykańskich oraz literaturze prekolumbijskiej Ameryki Łacińskiej, literaturze współczesnej hiszpańskich Karaibów i współczesnej literaturze meksykańskiej.

Poezja Ketty Margarita Blanco Zaldivar została zamieszczona w „Biały / blanco Najnowsza poezja latynoamerykańska – Kuba”, 2013.

Joanna Fligiel – Rytuał

Powiesił się dwudziestego szóstego marca,
z niedzieli na poniedziałek. Zawsze chciałam
to napisać. Można przypuszczać, że nigdy
nie lubił poniedziałków, jak większość
zaharowanych Polaków.

Nic bardziej mylnego, jeśli już nie lubił
jakiegoś dnia tygodnia była to niedziela.
Długa, nudna, niedziela z osobami,
z których nigdy nie był zadowolony,

a nie daj Boże jeszcze zjechało się nas więcej,
dalszych, liczniejszych, powiązanych genetycznie,
niczym karaczany wschodnie, chaotycznie rozłażących się,
zaglądających we wszystkie kąty, i trzeba było (już na trzeźwo)
po ich wizycie otwierać te wszystkie
szafki, szafeczki, szuflady, szufladeczki,
pudełka, wersalki, barki i skrzynie. Liczyć
przekładać, układać te wszystkie
płyty (winylowe), kasety magnetofonowe,
te kable, kabelki, śruby, kombinerki, banknoty
i drobniaki, skarpetki z eReFeNu, sztućce,
sygnety, spinki do mankietów,
a na końcu dopiero krawaty.

W PeeReLu naprawdę byliśmy bogaci,
choć przeważnie zasmarkani i niewyspani,
przynajmniej nasza trójka, nie licząc oczywiście taty,
któremu zawsze czegoś brakowało.

[fragment cyklu „wszystko o moim ojcu”, http://www.gender.pl/readarticle.php?article_id=398]

*
fot. Andrzej Walkusz, październik 2010.

Joanna Fligiel (ur. 6.8.1968) – założycielka i redaktorka Babińca Literackiego. Redaktorka Śląskiej Strefy Gender. Prawnuczka więźniarki Ravensbruck i Auschwitz. Urodzona w Katowicach, wychowana w sanatorium w Bystrej k. Bielska i w Jurze Krakowsko – Częstochowskiej, mieszka trochę w Bielsku – Białej, trochę w Neuss i trochę Bengel w Niemczech. Nadal odwiedza Jurę. W nieustannej podróży. Przez większość dotychczasowego życia uprawiała piękny zawód księgarki. Jako dziecko była ofiarą przemocy i ten temat początkowo dominował w jej twórczości. Oficjalnie autorka dwóch tomików wierszy, ale napisała ich więcej. Czuje się poetką. Babcia, mama, żona. I feministka.

Herta Müller – ***

od godzin najgłupsze jest że trawa biegnie
na mej nowej sukni WOKÓŁ a ja
siedzę na betonowej ławce jednej z pięciu przed
salonem fryzjerskim pierwsza jest głupia druga
wielkooka ta TRZECIA podstępna czwarta zaś i
piąta to jestem ja gdyż pode mną stoi
kałuża WIDZĘ się wewnątrz i muszę
stroić grymasy poza tym może jedna z tych dwóch
którymi jestem tej futrzanej czapy z głowy tej
innej od tego martwego ptaka w kałuży
zupełnie nie odróżnia

Przekład Leszek Szaruga
[Biuro Literackie, Wrocław 2013, Herta Müller – Kolaże]

„Rzecz w tym, iż trudno tu mówić o pisaniu: to wyklejanki ze słów powycinanych z gazet – każde z nich stanowi odrębną całość, zaś ich zestaw naklejany jest na kartce pocztówkowego formatu i dopełniany przez stanowiący integralną część kompozycji element graficzny. ” – Leszek Szaruga

*
Herta Müller (ur. 17 sierpnia 1953 w Nițchidorf) – niemiecka pisarka urodzona w rumuńskim Banacie; laureatka Nagrody Nobla w dziedzinie literatury w 2009.

Leszek Szaruga, właśc. Aleksander Wirpsza (ur. 28 lutego 1946 w Krakowie) – polski poeta, prozaik, tłumacz niemieckiej i rosyjskiej poezji, wykładowca uniwersytecki – historyk literatury, krytyk literacki.

Ludmiła Marjańska – Pętla

A więc już do nich należę,
do tych starych kobiet
pochylonych nad cudzym życiem jak nad zlewem,
w którym szklanki po winie i szklanki po mleku
czekają, żeby zmyć z nich lepkość, brud, konieczność.
Nasze starania mają nadać sens
martwym minutom i żółwim godzinom,
latom pędzącym jak stado ogierów.
Ucieczka starych kobiet w mroczny chłód kościoła,
gdzie obowiązkiem jest bezruch, milczenie,
i poruszanie wargami w modlitwie,
która ma zbawić od świata, od dzieci,
od sznurów przywiązania zaciśniętych mocno
na kruchej szyi.

*
Ludmiła Marjańska – poetka, pisarka, tłumaczka. Ur. 1923 w Częstochowie, zm. 2005 w Warszawie. Absolwentka anglistyki na UW. Wydała kilkanaście tomów wierszy, m.in. „Chmurne okna” (1958), „Rzeki” (1969), „W koronie drzew” (1979), „Blizna” (1986), „Prześwit” (1994), „Żywica” (2001), „Córka bednarza” (2002), „Otwieram sen” (2004) . Napisała również kilka powieści: „Pierwsze śniegi, pierwsze wiosny”, „Życie na własność”, „To ja, Agata”. Przez wiele lat współpracowała z Programem III Polskiego Radia, redagując audycje poetyckie.

Sissi – Tęsknota

Ponownie zjawiła się młoda wiosna
I w świeżą zieleń stroi drzewa
I uczy ptaki nowych pieśni,
Sprawia, że pięknem rozkwitły kwiaty.
Jednak czym dla mnie ta wiosenna rozkosz
Tutaj, w tym obcym, dalekim kraju?
Tęsknię za moim ojczystym słońcem,
Tęsknię za plażą znad brzegu Izary,
Tęsknię za ciemnym odcieniem drzew,
Tęsknię za nurtem zieleniących się rzek,
Które cichutko w moich nocnych snach
Szemrzą z czułością pożegnalny psalm.

Przekład Agnieszka Wiktorowska-Chmielewska

*
Sissi (bądź Sisi), a właściwie Elżbieta Amalia Eugenia von Wittelsbach, Elisabeth Amalie Eugenie (24 grudnia 1837 – 10 września 1898) – księżniczka Bawarii, od 1854 cesarzowa Austrii i królowa Węgier, żona cesarza Franciszka Józefa I. Niestety nie potrafiła odnaleźć się w roli narzuconej jej przez rodzinę i społeczeństwo, przez co nie potrafiła odwzajemnić wielkiej miłości Franciszka. Przez nadwrażliwość i niespełnienie wciąż pogrążała się w samotności i żalu. Ukojenie odnajdowała w podróżach, pisaniu poezji (oryginały dostępne są m.in. w Pałacu Schönbrunn w Wiedniu), obcowaniu z przyrodą. Zmarła po ataku włoskiego anarchisty Luigiego Lucheni, który wbił jej pilnik w serce.

Marta Półtorak – POEZJO TY

niechaj obrazy świadczą o nas
wersy, rymy są passé
przyozdabiają białe bluzki
starszych pań, których skromne
lustra okłamią do snu na jawie
pióra w dłoń i z grzbietów
pióra zrzucają
wiosna im do głów
szaleńczy szept snuje
jak dym z papierosów
mistrzów słowa
odurzają się
zapachem narcyzów
skazańcom dla spokoju
od strachu
niczym plaster miodu słodki
przeciwbólowy
rymowany
poezjo ty
szukaj korzeni skoro jesteś wieczna

*
Marta Półtorak – dziennikarka, poetka, historyk. Jej teksty ukazywały się na łamach: Fragile, LOUNGE Magazine, Frazy, Dziennika Polskiego, Kwartalnika SPP za Granicą „Ekspresje”, KRAKÓW, Lamelli, ARCANA oraz SYNEKDOCHA, SFERA 3 oraz w krakowskich almanachach poetyckich w latach 2008 -2015. W 2009 ukazał się jej debiutancki arkusz poetycki „Globalne Zadymy, w 2010 roku tomik „Transmisje NA ŻYWO”, w 2012 „Księżycowe Łąki”, a w 2015 „Sztuka Sprzedaży”. Należy do Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich.

Heather McHugh – Słowotok

W dwudziestym wieku czciliśmy
pro forma przypadek—należało go
wytwarzać maszynowo. Całusy pakowano

w cynfolię, naparstnicą rozruszaliśmy
zegary, wymyśliliśmy stymulatory serca
w razie gdyby dopadła nas miłość. Nasi jedyni

antenaci to smarkaci geniusze; piła tarczowa,
wycinając numery na zachodzie, zostawiła blizny.
Kochane dzieci, to jest historia:

sami ją tworzyliśmy, liczyły się miliony,
ktoś jedyny w swoim rodzaju był blagą, a poeci,
którzy mieli za nas przemawiać, zajmowali się

przesiewaniem krajobrazów, eksploatując na maksa
swoje elektryczne zabawki, mrucząc
A JA JA JA JA JAJ

Przełożył Janusz Solarz

*
Heather McHugh – (urodzona 20 sierpnia 1948), amerykańska poetka. Zaczęła pisać wiersze w wieku pięciu lat. Absolwentka Harwardu. Jest kanclerzem w Academy of American Poets, amerykańskiej organizacji wspierającej i promującej poetów, sponsorującej główne nagrody poetyckie.

Ewa Sonnenberg – Schizofrenia&company (fragment)

Nie znam się na poezji,
właściwie nie znoszę poezji, jest taka sztuczna, taka ufryzowana,
taka, że co to nie ona, ale bywają wiesze, które wiedzą czego chcą.
Nikomu nie wchodzą w dupę. Daleko im do wazeliny.
Od początku do końca są buntem.
Podoba mi się taki sposób pisania. Bunt to podstawa.
Trzeba wymierzać policzek rzeczywistości i realiom.
Bez tego jest się jak nadmuchana lalka lub kukła.
Nawet banał jest przyswajalny. Połyskliwe cacka
niczym cukiereczki. Banał jest jak kiczowaty obrazek
z zachodem słońca. Niekiedy potrzebujemy
takiego banału, pomaga w noszeniu codziennego ciężaru.
Istnienie nie jest taką łatwą rzeczą
jakby się wydawało. Chciałabym zrobić sobie tatuaż i
zacytować zdanie z wiersza. Znam taką jedną panienkę.
Ma napisane na ramieniu: dajesz mi skrzydła do latania.
Wiersze są takimi skrzydłami, które wypożycza się ludziom
by odlatywali do innej krainy.

*
wiersz jest fragmentem całości pod tytułem „Schizofrenia&company”

*
Ewa Sonnenberg – poetka, nazywana słowiańską Safoną, Giocondą północy, cybernetyczną damą, autorka kilkunastu książek poetyckich, jej wiersze tłumaczone były na szesnaście języków.