Patience Agbabi – Niezałatwione sprawy

Patience Agbabi – Niezałatwione sprawy

Co całkiem wygodne, tchórzostwo i przebaczenie wyglądają identycznie
z pewnej odległości. Czas kradnie nerwy.
Jonathan Nolan, Memento Mori

Tej nocy padało tak ciężko
wręcz biblijnie. Tamiza zatopiła promenadę,
wyrzucając niskie formy życia.
To tydzień, odkąd pobili moją żonę,
wsadzili pięć dziur w moją córkę. Wiem, kim oni są.
Wiem dlaczego. Jestem na odległość trzech strzałów zaparkowanego samochodu
na zacienionym parkingu. Moja żona krzyczy,
Zemsta przyciąga muchy słodyczą.
Nawet posiniaczona wygląda dobrze. Ona kłamie
na łóżku, obok mnie. Kochanie, wszystko dobrze.
Tej nocy złapałem ją, ręce splecione, klęczała
na miejscu zbrodni.
Nie zabrałem ze sobą tej żony do Gravesend.
Co mnie powstrzymuje, tchórzostwo?
Żaden z nich, nawet Joe, nie ma prawa żyć.
Jak mogę wybaczyć?

Jak mogę nie wybaczyć
żadnemu z nich? Nawet Joe ma prawo żyć.
Co mnie powtrzymuje, tchórzostwo?
Nie zabrałem ze sobą do Gravesend tej żony
z miejsca zbrodni.
Tej nocy ją złapałem, zaciśnięto dłonie, klękając
na łóżku obok mnie. Kochanie, wszystko dobrze.
Nawet posiniaczona wygląda dobrze. Ona kłamie.
Zemsta słodyczą przyciąga muchy
w zacienionym parkingu. Moja żona krzyczy.
Wiem dlaczego. Jestem na trzy strzały od zaparkowanego samochodu.
podarowano pięć dziur mojej córce. Wiem, kim oni są.
To tydzień, odkąd pobili moją żonę,
wyrzucając tak dużo niskich form życia,
to było wręcz biblijne. Tamiza zatopiła promenadę
Tej nocy padało tak ciężko.

Przeł. Oliwia Betcher

*
Patience Agbabi – brytyjska performerka spoken wordowa, niestrudzona ambasadorka tego typu aktywności, autorka trzech zbiorów wierszy.

Carol Ann Duffy – Czerwony kapturek

Carol Ann Duffy – Czerwony kapturek

Pod koniec dzieciństwa domy zaczęły ustępować
boiskom, fabrykom, ogródkom działkowym
utrzymywanym, jak kochanki, przez klęczących żonatych mężczyzn,
cichej linii kolejowej, przyczepie pustelnika,
aż w końcu dotarłam na skraj lasu.
Tam po raz pierwszy zobaczyłam wilka.

Stał na polanie i głośno czytał swoje wersy
w jego wilczym spojrzeniu, miękka oprawa w jego łapach,
czerwone wino plamiące brodatą szczękę. Jakie miał wielkie
uszy! Jakie wielkie oczy! Jakie zęby!
W międzyczasie upewniłam się, że mnie zauważył,
słodką szesnastkę, którą nigdy nie byłam, kochanie, przybłędę, i kupił mi drinka,

mojego pierwszego. Możesz zapytać dlaczego. Dlatego. Poezja.
Wiedziałem, że wilk zaprowadzi mnie głęboko
w las, z dala od domu, w ciemne, splątane cierniste miejsce
oświetlone oczami sów. Czołgałem się jego śladami,
podkolanówki rozrywały się na strzępy, strzępy czerwieni z mojego blezera
chwytały gałązki i gałęzie, wskazówki morderstwa. Zgubiłam buty

ale dotarłam do jaskini wilków, radzę uważać. Lekcja jedna tego wieczoru,
oddech wilka w moim uchu był wierszem miłosnym.
Przylgnęłam do świtu do jego miażdżącego futra,
co za mała dziewczynka nie kocha wilka?
Potem ześlizgnęłam się z jego ciężkich, zmierzwionych łap
i wyruszyłam w poszukiwaniu ptaka – białego gołębia –

który poleciał prosto z moich rąk do otwartych ust.
Jeden kęs, śmierć. Jak miło, śniadanie w łóżku, powiedział,
liżąc kości. Gdy tylko spał, podkradłam się do tyłu
do legowiska, gdzie cała ściana była szkarłatna, złota, rozpalona książkami.
Słowa, słowa naprawdę żyły na języku, w głowie,
ciepły, bicie, szalone, uskrzydlone; muzyka i krew.

Byłam wtedy młoda i potrzebowałam dziesięciu lat
w lesie, aby wypowiedzieć wreszcie, że grzyb
zatka usta zakopanym zwłokom, ptaki
to wypowiedziana myśl o drzewach, o szarzejącym wilku
wydzierającym tę samą starą piosenkę do księżyca, rok po roku,
sezon po sezonie, ten sam rytm, z tego samego powodu. Sięgnęłam siekierą

wierzby, aby zobaczyć, jak płakała. Użyłam siekiery do łososia,
aby zobaczyć, czy uskoczy. Wzięłam siekierę do wilka
kiedy spał, jedno cięcie, od moszny aż do gardła, by zobaczyć
lśniącą, dziewiczą białą kość mojej babci.
Wypełniłam jego stary brzuch kamieniami. Zszyłam.
Z lasu przychodzę z kwiatami, śpiewając, zupełnie sama.

Przełożyła: Oliwia Betcher – trenerka umiejętności językowych w zakresie komunikacji w j.angielskim

*

Carol Ann Duffy (ur. 23 grudnia 1955 r. w Glasgow) – jedna z najistotniejszych brytyjskich poetek brytyjskich współczesności. 1 maja 2009 roku przyznano jej tytuł nadwornego poety brytyjskiego monarchy.

Maria Krysińska – Martwa natura. Dla Louisa Foraina

Luksusowy buduar:
Meble, tapety i dzieła sztuki mają wymaganą banalność.
A lampa – słońce w zastawie – oświeca dwoje kochanków.
Ona jest farbowaną blondynką, bo on kocha tylko blondynki.
Jego włosy są w tym samym kolorze, tworząc bardzo modną całość.
* * *
Przez otwarte okno widać niebo, błękitne jak płomień siarki.
A księżyc promienieje w swych woalach, płynie ku błyskającym ślubom.
* * *
Po lekturze aktualnych notowań giełdowych, on zapala drogie cygaro –
i zasypia:
To jest przyjemna pora dnia, kiedy ZŁOŻENI W OFIERZE MIŁOŚCI
są bliżej siebie i rozmawiają
O EGOIZMIE DWÓCH, BLIŹNIACZYCH DUSZ…
Jemu trochę się ziewa
Ona uważa, aby nie pobrudzić się popiołem z cygara.
* * *
Przez otwarte okno widać niebo, błękitne jak płomień siarki.
A drzewa kołyszą się w ślubnych pieszczotach.
* * *
Jemu kończy się należne cygaro, pochyla się, aby całować tę,
którą w klubie nazywa swoją kochanką.
Pochyla się, aby całować – wszystko wymarzone:
Oby tylko notowania Banku Osmańskiego nie spadały!
Ona oddaje jemu swoje usta, myśląc o dostawcach,
A ich pocałunek brzmi jak trącenie o siebie pustych kielichów.
* * *
Przez otwarte okno widać niebo, błękitne jak płomień siarki.
A czuwające ptaki śpiewają o nieśmiertelnej miłości.
Podczas gdy z ziemi unoszą się opary kadzidła
I zapachy Uniesienia.
* * *
Tak więc zamykamy – mówią – to okno, które przeszkadza NASZEMU UNIESIENIU.

Przekład Ryszard Mierzejewski

*
Maria Krysińska (1857–1908)– francuska poetka polskiego pochodzenia, jako jedna z pierwszych na świecie pisała w poetyce tzw. wiersza wolnego, bez rymów, jaka zadomowiła się w poezji dopiero w drugiej połowie XX wieku. Była, bez wątpienia, jedną z najbardziej aktywnych i oryginalnych postaci paryskiej cyganerii artystycznej przełomu XIX i XX wieku.
Maria Krysińska urodziła się w Warszawie w rodzinie inteligenckiej. Pisała i publikowała swoje utwory tylko po francusku. Debiutowała jako poetka w 1882 r. na łamach paryskich pism literackich. W 1890 r. wydała swój pierwszy tomik wierszy. Była żoną francuskiego malarza Georgesa Bellengera.
Zmarła w wieku 51 lat i pochowana została na cmentarzu komunalnym w Saint-Quen pod Paryżem we wspólnej mogile dla najuboższych.
Opublikowany tu wiersz jest jednym z pierwszych w Polsce przekładem utworu Marii Krysińskiej. W przygotowaniu jest dwujęzyczny, polsko-francuski zbiór wierszy: Maria Krysińska: Malownicze rytmy/Rythmes pittoresques. Wybrał z francuskiego, przełożył i opracował Ryszard Mierzejewski. Książka ma się ukazać jako kolejny tom „Biblioteki Przekładów Poetyckich”, nakładem tłumacza.
Źródlo – http://www.libertas.pl/mierzejewski_ryszard.html

Krystyna Dąbrowska – Głosy

Chmurzy się w niebiesiech, mówił, marszcząc czoło,
zadzierając głowę. Kolega z biolchemu.
Jedno krótkie zdanie holuje przez czas
jego twarz i imię.

Woda po kąpieli. Przezrobrudna!
– woła dziecko. I zapomina.
A gdy wanna dawno wessie tamtą chwilę,
słowo nagle wróci.

Tak jak ty słyszysz znów po latach
starą (dla ciebie, wtedy) nauczycielkę geografii:
w wyniku ruchów tektonicznych, proszę państwa,
nastąpiło wypindrzenie Apallachów.

I widzisz ją, maleńką, przed czarną tablicą.
Cień dziecka rozchlapuje przezrobrudną wodę.
Jest coraz ciemniej. Chmurzy się w niebiesiech
nad wypindrzonymi masywami gór.

*
Krystyna Dąbrowska – ur. w 1979 r. Poetka, eseistka, tłumaczka. Z wykształcenia graficzka po warszawskiej ASP. Autorka tomików wierszy Biuro podróży (2006), Białe krzesła (2012), Czas i przesłona (2014). Laureatka Nagrody Kościelskich (2013) i Nagrody im. Wisławy Szymborskiej (2013). Szkice krytyczne publikuje w „Literaturze na Świecie”, „Nowych Książkach”, „Kwartalniku Artystycznym”, „Kulturze Liberalnej”. Przekładała m.in. wiersze W. C. Williamsa, W. B. Yeatsa, Thomasa Hardy’ego, Thoma Gunna, Ruth Padel, Charlesa Simica, wczesne satyry Jonathana Swifta (Bitwa książek; Opowieść balii, WUW 2013) i traktat Adina Steinsaltza Róża o trzynastu płatkach (ŻIH 2014). Jej wiersze były tłumaczone na angielski, niemiecki, hiszpański, włoski, rosyjski, szwedzki, grecki, bułgarski i chiński. Mieszka w Warszawie.

Catherine Bowman – Prowizorka

Z dwóch kawałków sznurka i przesączonych naftą piórek zrobił ojca.
Ona zrobiła matkę ze zbędnych guzików i morskich śmieci.

Że nie mieli grobu, zabutelkowali się
w ulubionej nalewce, w cyborium i w przekrwieniu chmur—

w asyście pręgowanego i jawnego serca rozniecili gwiazdy,
stworzyli glosariusz nasion.

W dół po drabinie ognia, szczebel po gorejącym szczeblu,
zbierają, ratują, kombinują, przeklinają i szperają, pękają ze śmiechu,

jak jeden mąż gromadzą doraźne, święte miasto. W świętym mieście,
doraźnie, gromadzą się jak jeden mąż, pękają

ze śmiechu i szperają, przeklinają kombinacje, zbierają się na ratunek
szczebel po gorejącym szczeblu, tłumiąc swój ogień na dole drabiny.

Glosariusz pełen nasion stwarza gwiazdy, ujawnia cięte diamentem serce.

Sprzedali chmury, przekrwienie i cyborium nalewki. Ulubili się
nabici w butelkę grobowych braków, morskich śmieci i zbędnych guzików,

tam gdzie Matka zrobiła ojca, który zrobił pióra
z przesączonej nafty i kawałków sznurka dla dwojga.

Przekład Janusz Solarz

*
Catherine Bowman urodziła się w El Paso w Teksasie. Otrzymała tytuł magistra creative writing na Columbia University w Nowym Jorku w 1988 roku, gdzie jej opiekunem i promotorem pracy dyplomowej był Josip Brodsky. Jest autorką sześciu książek poetyckich i kieruje programem kreatywnego pisania na Indiana University w Bloomington. Tłumacz zamieszczonego tutaj wiersza pracuje na tej samej uczelni i miał okazję rozmawiać z autorką o jej poezji. Jeden z krytyków tak określił jej utwory: “Te rozhuśtane, dźwięczne wiersze, często przewrotne i medytacyjne, należą do najbardziej interesujących formalnie tekstów we współczesnej poezji amerykańskiej.” Bowman mieszka na wiejskiej farmie i hoduje konie. Nie wiem czy czyta im wiersze. Jej najlepiej przyjętym zbiorkiem jest The Plath Cabinet, spójna grupa wierszy oparta na znaleziskach w archiwum Sylvii Plath, które przechowywane jest w bibliotece Indiana University. Są wśród nich wiersze takie jak “Paszport Sylvii,” “Kolekcja lalek” czy “Łóżko Sylvii” (składający się z wszystkich fragmentów wierszy Sylvii Plath, w których jest wzmianka o łóżkach).

Jessica Traynor – Ludzka natura

„Około grudnia 1910 roku odmieniła się ludzka natura.”
– Virginia Woolf

Być może śnieg padał na wszystkich żyjących i umarłych,
lecz ty byś raczej powiedziała,
że Londyn wirował w pelerynie deszczu,
igrał w odbitych światłach,
omnibusy kołysały się jak słonie.

Ale co odmieniło ciebie tamtego ranka?
Obudziłaś się znów jako kobieta czy mężczyzna,
znalazłaś sposób na wyrażenie wszystkiego,
co widziałaś w piktogramach zapisków,
tych kamieni, którymi wypchałaś kieszenie?

Może przeoczyłaś coś w mieście,
które ospale wynurzało się z mgły,
w porannej aurze wioski.
Musiałaś zauważyć jakąś subtelną różnice
w migotaniu wody, w nurcie zgubnej rzeki.

Przekład Wioletta Greg

*
Jessica Traynor – irlandzka pisarka, dramaturżka, nauczycielka kreatywnego pisania. W roku 2014 jej debiutancki tom wierszy „Liffey Swim” (Dedalus Press) był nominowany do Strong/Shine Award. Od 2013 pracuje jako kierowniczka literacka Teatru Abbey w Dublinie oraz uczy kreatywnego pisania. Jej utwory były przekładane na irlandzki, polski i włoski. Mieszka w Dublinie. Strona autorki: https://jessicatraynor.wordpress.com/.

28 marca 1941, w wieku 59 lat, Virginia Woolf napełniła kieszenie kamieniami i rzuciła się do rzeki Ouse, nieopodal jej domu w Rodmell. Pozostawiła dwa listy pożegnalne: jeden dla swojej siostry Vanessy, a drugi dla swojego męża:
„Jestem pewna, że znów szaleję. Czuję, że nie damy rady przejść przez te kolejne trudne chwile. I że tym razem nie wyzdrowieję. Zaczynam słyszeć głosy i nie mogę się skoncentrować. Więc robię to, co uważam za najlepsze. Dałeś mi radość największą z możliwych… Nie mogę dalej z tym walczyć, wiem, że niszczę Twoje życie i że beze mnie mógłbyś pracować.”

Ketty Margarita Blanco Zaldivar – Madonny

Kobiety uczynione ze zmarszczek
i wołów. Bez innego zegara
co jest pianiem koguta, bez innej
nadziei, co jest deszczem
nieprzydatnym.
Kawa, dym i ziemia
karmiły ich dni,
niezaspokojony pot
przepełnia ich noce.
Wszystkiego w zwyczajnym
nadmiarze.

Przekład Mieszko A. Kardyni, Paweł Rogoziński.

*
Ketty Margarita Blanco Zaldivar (1984) – poetka i prozaiczka kubańska. Kilkakrotnie nagradzana za swoją twórczość. Jej prace były publikowane w różnych antologiach i czasopismach.

Mieszko A. Kardyni (1961), Paweł Rogoziński (1972), znawcy literatur latynoamerykańskich, tłumacze poezji i prozy latynoamerykańskiej oraz prekolumbijskiej. W swoich pracach badawczych i twórczych koncentrują się przede wszystkim na historii literatur latynoamerykańskich oraz literaturze prekolumbijskiej Ameryki Łacińskiej, literaturze współczesnej hiszpańskich Karaibów i współczesnej literaturze meksykańskiej.

Poezja Ketty Margarita Blanco Zaldivar została zamieszczona w „Biały / blanco Najnowsza poezja latynoamerykańska – Kuba”, 2013.

Joanna Fligiel – Rytuał

Powiesił się dwudziestego szóstego marca,
z niedzieli na poniedziałek. Zawsze chciałam
to napisać. Można przypuszczać, że nigdy
nie lubił poniedziałków, jak większość
zaharowanych Polaków.

Nic bardziej mylnego, jeśli już nie lubił
jakiegoś dnia tygodnia była to niedziela.
Długa, nudna, niedziela z osobami,
z których nigdy nie był zadowolony,

a nie daj Boże jeszcze zjechało się nas więcej,
dalszych, liczniejszych, powiązanych genetycznie,
niczym karaczany wschodnie, chaotycznie rozłażących się,
zaglądających we wszystkie kąty, i trzeba było (już na trzeźwo)
po ich wizycie otwierać te wszystkie
szafki, szafeczki, szuflady, szufladeczki,
pudełka, wersalki, barki i skrzynie. Liczyć
przekładać, układać te wszystkie
płyty (winylowe), kasety magnetofonowe,
te kable, kabelki, śruby, kombinerki, banknoty
i drobniaki, skarpetki z eReFeNu, sztućce,
sygnety, spinki do mankietów,
a na końcu dopiero krawaty.

W PeeReLu naprawdę byliśmy bogaci,
choć przeważnie zasmarkani i niewyspani,
przynajmniej nasza trójka, nie licząc oczywiście taty,
któremu zawsze czegoś brakowało.

[fragment cyklu „wszystko o moim ojcu”, http://www.gender.pl/readarticle.php?article_id=398]

*
fot. Andrzej Walkusz, październik 2010.

Joanna Fligiel (ur. 6.8.1968) – założycielka i redaktorka Babińca Literackiego. Redaktorka Śląskiej Strefy Gender. Prawnuczka więźniarki Ravensbruck i Auschwitz. Urodzona w Katowicach, wychowana w sanatorium w Bystrej k. Bielska i w Jurze Krakowsko – Częstochowskiej, mieszka trochę w Bielsku – Białej, trochę w Neuss i trochę Bengel w Niemczech. Nadal odwiedza Jurę. W nieustannej podróży. Przez większość dotychczasowego życia uprawiała piękny zawód księgarki. Jako dziecko była ofiarą przemocy i ten temat początkowo dominował w jej twórczości. Oficjalnie autorka dwóch tomików wierszy, ale napisała ich więcej. Czuje się poetką. Babcia, mama, żona. I feministka.

Herta Müller – ***

od godzin najgłupsze jest że trawa biegnie
na mej nowej sukni WOKÓŁ a ja
siedzę na betonowej ławce jednej z pięciu przed
salonem fryzjerskim pierwsza jest głupia druga
wielkooka ta TRZECIA podstępna czwarta zaś i
piąta to jestem ja gdyż pode mną stoi
kałuża WIDZĘ się wewnątrz i muszę
stroić grymasy poza tym może jedna z tych dwóch
którymi jestem tej futrzanej czapy z głowy tej
innej od tego martwego ptaka w kałuży
zupełnie nie odróżnia

Przekład Leszek Szaruga
[Biuro Literackie, Wrocław 2013, Herta Müller – Kolaże]

„Rzecz w tym, iż trudno tu mówić o pisaniu: to wyklejanki ze słów powycinanych z gazet – każde z nich stanowi odrębną całość, zaś ich zestaw naklejany jest na kartce pocztówkowego formatu i dopełniany przez stanowiący integralną część kompozycji element graficzny. ” – Leszek Szaruga

*
Herta Müller (ur. 17 sierpnia 1953 w Nițchidorf) – niemiecka pisarka urodzona w rumuńskim Banacie; laureatka Nagrody Nobla w dziedzinie literatury w 2009.

Leszek Szaruga, właśc. Aleksander Wirpsza (ur. 28 lutego 1946 w Krakowie) – polski poeta, prozaik, tłumacz niemieckiej i rosyjskiej poezji, wykładowca uniwersytecki – historyk literatury, krytyk literacki.

Ludmiła Marjańska – Pętla

A więc już do nich należę,
do tych starych kobiet
pochylonych nad cudzym życiem jak nad zlewem,
w którym szklanki po winie i szklanki po mleku
czekają, żeby zmyć z nich lepkość, brud, konieczność.
Nasze starania mają nadać sens
martwym minutom i żółwim godzinom,
latom pędzącym jak stado ogierów.
Ucieczka starych kobiet w mroczny chłód kościoła,
gdzie obowiązkiem jest bezruch, milczenie,
i poruszanie wargami w modlitwie,
która ma zbawić od świata, od dzieci,
od sznurów przywiązania zaciśniętych mocno
na kruchej szyi.

*
Ludmiła Marjańska – poetka, pisarka, tłumaczka. Ur. 1923 w Częstochowie, zm. 2005 w Warszawie. Absolwentka anglistyki na UW. Wydała kilkanaście tomów wierszy, m.in. „Chmurne okna” (1958), „Rzeki” (1969), „W koronie drzew” (1979), „Blizna” (1986), „Prześwit” (1994), „Żywica” (2001), „Córka bednarza” (2002), „Otwieram sen” (2004) . Napisała również kilka powieści: „Pierwsze śniegi, pierwsze wiosny”, „Życie na własność”, „To ja, Agata”. Przez wiele lat współpracowała z Programem III Polskiego Radia, redagując audycje poetyckie.